„Na wrocławskich osiedlach brakuje zapylaczy” – wywiad z pszczelarzem z Gaju

Zapraszamy do lektury wywiadu przeprowadzonego przez Gazetę Wrocławską z Panem Mirosławem Majcherkiem – znanym pszczelarzem z Gaju.

Mirosław Majcherek. Z archiwum prywatnego.

Wywiad z dnia 7 września 2021r., opublikowany w Gazecie Wrocławskiej, autorstwa Konrada Bałajewicza:

Pszczołami zajmuje się od dziecka. Przez ten czas wprowadził na rynek gumę do żucia z propolisem, na jego wniosek zniesiono zakaz hodowli pszczół we Wrocławiu i założył pasiekę na dachu Urzędu Wojewódzkiego – a to dopiero część jego zasług. O tym czy można zastąpić pszczoły, który miód jest najlepszy i kto ma najwięcej uli, opowiada Mirosław Majcherek – znany wrocławski fachowiec od pszczół.

Co fascynuje pana w byciu pszczelarzem?
Zawsze w pszczelarstwie interesował mnie postęp. Jako pierwszy w Polsce oficjalnie sprzedawałem aptekom gumę do żucia z propolisem. Do dzisiaj mam opanowaną technologię. Wprowadziłem też na rynek różne krople w sprayu z propolisem na ból gardła. Wrocławski Herbapol robił 3-procentowe, ja „dziesiątkę”. Także jako pierwszy w kraju otrzymałem zatwierdzenie Narodowego Instytutu Leków i Głównego Inspektora Sanitarnego na produkcję 4-procentowej maści z propolisem.

Warto przypomnieć o tym najważniejszym sukcesie. Niedawno obchodziliśmy 5-lecie przywrócenia prawa do zakładania pasiek we Wrocławiu. Miał pan w tym spory udział.
Przez wiele lat walczyłem o zniesienie zakazu hodowania pszczół we Wrocławiu. To była ciężka praca. Przekonywałem różnych rządzących, ale nie mogli przeforsować wniosku. Protestowałem przed urzędem miasta i dowiedział się o tym Greenpeace. Aktywiści przyszli pod budynek, podczas sesji rady miasta. Dopiero wtedy przegłosowali projekt i dzisiaj możemy legalnie hodować pszczoły we Wrocławiu. Wcześniej groził za to mandat. Zakaz został zniesiony 7 lipca 2016 roku.

Dlaczego zakaz został wprowadzony?
Koleżanka aktorka, Ewa Sałacka, zmarła ugryziona przez osę w wargę i to było przyczyną wprowadzenia zakazu. Urzędnicy wzięli się za biologię… A chodziło o osę, a nie pszczołę. Ludzie mylą je ze sobą. Miesiąc temu jeden z wrocławskich hoteli zadzwonił do mnie, że mają u siebie pełno pszczół. Przyjechałem na miejsce i okazało się, że były to osy.

Osy są aż tak niebezpieczne?
Tydzień temu podkarmiałem pszczoły na pasiece w Oleśnicy i ugryzła mnie osa. Miałem kilkucentymetrowy ślad na nodze, a na drugi dzień ranę. Osy są brudne, latają po śmietnikach. Jak ugryzie mnie nawet 10 pszczół – mam tylko lekko napuchnięte ręce i nogi. Oprócz tego nic się nie dzieje. Osa to taki niedobry drań

Jaki cel przyświecał przy znoszeniu zakazu hodowli pszczół we Wrocławiu?
Naszym celem nie było produkowanie miodu w mieście, ale zapylanie wrocławskich roślin. Na Wojszycach, Biskupinie – tam gdzie są domki jednorodzinne – nie ma zapylaczy. Kiedyś postawiłem tam swoje ule i ludzie nagle mieli dorodne grusze i jabłka. Właśnie o to mi chodziło. 80 procent pokarmu jaki spożywamy mamy tylko dzięki pszczołom, naturalnie hodowanym. Pszczół nikt nie zastąpi, a ich brak oznacza koniec naszej cywilizacji. Na pewno widział pan kiedyś krzywe jabłko, rozwinięte dobrze tylko z jednej strony. Jest tak dlatego, że pszczoła nie zapyliła wszystkich komór nasiennych. Dopiero, gdy to zrobi, owoc jest w pełni wykształcony. Przez brak zapylania umierało też dużo drzew we Wrocławiu. Należało przywrócić symbiozę w mieście.

Teraz jest lepiej z wrocławską roślinnością?
Wiem, że na Tarnogaju założono łąkę kwietną. I tak powinno być. Nie kolejny trawnik, nadający się tylko na koszenie. Na łące kwietnej rosną chwasty, maki, chabry, bławatki – te wszystkie rośliny dają nektar. Ostatnio powiedziałem prezydentowi Jackowi Sutrykowi, żeby miasto nie sadziło drzew jako sztukę dla sztuki. Sadzi się topole, olchy, dęby czy platany, które nie są z naszego obszaru geograficznego. Sadźcie lipy! Lipa jako jedyne drzewo pobiera wszystkie toksyczne związki, które są w powietrzu i wytwarza bardzo dużo tlenu. Daje też miód lipowy, który przede wszystkim działa przeciwzapalnie. Nie mówiąc już o tym, że jest to miód smakowy. Mało kto nie lubi lipowego miodu.

A który miód ma najlepsze właściwości?
Każdy z miodów działa inaczej na różnego rodzaju schorzenia. Zaczynając od miodu rzepakowego, który jest dobry dla sercowców. Z kolei miód akacjowy działa pozytywnie na układ przewodu pokarmowego i pęcherz. Miód lipowy jest pomocny przy zbijaniu temperatury i na stany zapalne – czyli przeziębienie. Następnie miód gryczany. Nie każdy lubi grykę, ale wpływa ona dobrze na cały układ krążenia w organizmie. Jest jeszcze miód nawłociowy. Stosuje się go na nowotwory, przy osłabieniu po operacjach i leczeniu migreny. Miód spadziowy natomiast jako jedyny ma sole mineralne, makro i mikroelementy. Powinny go jeść osoby osłabione, mające problemy z żołądkiem i trawieniem. No i został ceniony miód wrzosowy. Bardzo ciężko zdobyć go jesienią. Działa profilaktycznie na nowotwory, przede wszystkim na raka prostaty.

Czyli miód to samo zdrowie.
Nie jest to panaceum dla wszystkich. Niektórzy są uczuleni na pyłki zawarte w miodzie. Kiedyś dałem koledze łyżkę świetnego, czystego miodu. Po dwóch godzinach cały spuchł i musiało przyjechać pogotowie. Powiedział do mnie: „tak mi dałeś od serca, że zaszkodził”. Okazało się, że kolega jest uczulony na pyłki. Doszedł do siebie dopiero po kilku zastrzykach. Niestety nie ma możliwości, aby oddzielić pyłki od miodu. Najmniej problemów jest z rzepakiem, który tak nie pyli, ale i tak uczuleni sercowcy rozpuszczają miód rzepakowy w wodzie.

Pasieka na dachu Urzędu Wojewódzkiego, która Pan się opiekuje, w tym roku dała miód z akacji. Jak znalazła się w tak nietypowym miejscu?
O zniesieniu zakazu hodowli dowiedział się ówczesny wojewoda, Paweł Hreniak. Od razu dał mi znać, że chce mieć pszczoły. Powiedziałem mu: „przecież nie ma pan działki”. Zaproponował, żeby pasiekę postawić na dachu urzędu. Tak też zrobiliśmy i jest tam do dzisiaj.

We Wrocławiu jest dużo pasiek?
Kiedyś było bardzo dużo. Teraz, zamiast zielonych placów na Gaju, Brochowie, w okolicach parku Południowego i parku Zachodniego są postawione budynki. Pszczoły zostały z tamtych miejsc wyrzucone. Swojego czasu na wrocławskich działkach ROD był nawet obowiązek, aby trzymać pszczoły – musiały zapylać drzewa owocowe. Ale po wprowadzonym zakazie nagle zaczęły przeszkadzać sąsiadom działkowców. Teraz pasiek jest mniej.

A która jest największa?
Emil Oberski miał 50 uli za Racławicką, na ogródkach działkowych. Zmarł dwa lata temu i teraz tą pasieką zajmuje się jego żona. Dużą pasiekę na Fabrycznej ma pan Biernacki z synem. Bardzo ładna pasieka jest pod Wrocławiem, w Smardzowie. Prowadzi ją pani Małgorzata Czyżak, ma 80 uli. Jest też wrocławianin, Roman Wybieralski. Jego pasieka jest pod Kątami Wrocławskimi, ma 200 uli.

Opieka nad taką ilością uli na pewno wymaga poświęcenia i sporo pracy.
Żeby być pszczelarzem, człowiek musi czuć pasję i powołanie. Trzeba mieć cierpliwość i pracować wtedy kiedy jest to potrzebne, a nie tylko kiedy się chce. Pszczoły wymagają opieki cały czas. Podobnie jak trener, który doprowadza piłkarzy do najważniejszych meczy, tak samo pszczelarz – musi opiekować się pszczołami i pomagać im, aby osiągnęły swój cel.

Źródło: https://gazetawroclawska.pl/na-wroclawskich-osiedlach-brakuje-zapylaczy-rozmowa/ar/c1-15790184

Autor: Piotr Nawrotek

Udostępnij